...czyli dobór odpowiedniej pasty matującej do włosów. Ale o tym za chwilę.
Jakieś parę dni temu przeżyłem prawdziwą chwilę grozy (a może zniesmaczenia?). Oglądając TVN Style natknąłem się na program w którym jakiś samozwańczy stylista podejrzanej proweniencji (zdjęcie powyżej) - zalecał - wyobraźcie to sobie! - układanie włosów pianką. Tak, pianką! Hardcore, co? To prawie taka profanacja jak przemierzać miejskie rewiry rowerem z wolnobiegiem albo przerzutkami... szybko złapałem za swojego iPhone'a w bursztynowej obudowie stylizowanego na retro-konsolę Gameboy Color i postanowiłem - specjalnie dla Was! - zrobić przegląd najlepszych past matujących do włosów. Jak to mówimy u nas w Belgii - alors!
1. Schwarzkopf got2be Beach Boy.
Dziki, rozczochrany styl plażowy: wyglądaj jakbyś był obsypany pocałunkami słonej wody lub jakbyś uzyskał matowy efekt na swoich włosach. Pasta matująca o utrwaleniu medium i świeżym, owocowym, słonecznym zapachu. Matujący styl, który odróżnia mężczyzn od chłopców. Potargany, rozczochrany czy oswojony i prosty - najważniejsze że matowy.
2. Uppercut Deluxe Matt Clay.
Matt Clay to według mnie najmocniejszy produkt od Uppercut Deluxe. Choć jego bazą jest głównie wazelina, to sam efekt pozostaje niezwykle trwały. Od razu zacznę od małego ostrzeżenia dla przyszłych właścicieli tego małego diabła. Przy tej paście w grę wchodzi wyłącznie niewielka ilość, w przeciwnym razie efekt nie będzie tak matowy, jak być powinien. Aplikacja tego produktu to już wyższa szkoła jazdy, bo nie dość, że trudno go nałożyć na palce, to poza tym ekstremalnie ciężko się rozciera pomiędzy palcami. To pierwszy stylizujący produkt, przy którym naprawdę musiałem się napracować aby go odpowiednio rozgrzać i całkowicie rozetrzeć w dłoniach tak, aby można było ją spokojnie nałożyć. Z tą pastą jest jak z idealną kochanką, jeżeli odpowiednio ją rozgrzejecie to pięknie się wam odwdzięczy. Jeżeli jej jednak nie docenicie to włosy wyrwane gwarantowane. Jeżeli chodzi o efekt, to Ci, którzy nie przepadają za błyskiem i strukturą włosów po użyciu klasycznych pomad, będą wniebowzięci!
3. RPR The Controller.
Sztandarowa pomada australijskiej marki. Bazą tej pomady jest woda, co oznacza, że produkt jest łatwy w usunięciu i nie pozostawia po sobie śladu. Średnio mocny chwyt i lekki połysk doskonale dopełniają karmelowe i kokosowe nuty zapachowe. Wyczuwam również nuty tamaryszku i opuncji figowej... zakochałem się w tym zapachu od pierwszego otwarcia pudełeczka. To, co również interesujące w tym produkcie to kolor, który przypomina coca colę w formie galaretki. Wygląda niezwykle apetycznie, jednak jadalna nie jest (he, he). Pomada jest reklamowana jako produkt, który się nie klei, i rzeczywiście tak jest. Choć podczas aplikacji, na dłoniach i włosach pozostaje efekt lepkości, to po kilku godzinach, przy rozczesywaniu szczotką lub palcami, o jakiejkolwiek kleistości nie ma mowy. Zapach pozostaje we włosach bardzo długo a średnio mocny chwyt pozwala na kilkakrotne układanie włosów w trakcie dnia.
I to by było na tyle. Jeśli lubicie mojego bloga, dawajcie łapki do góry i suby!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz